Milena
Jagoda

8 maja – bilans Jagody

Jagódka waży 8 300 z pieluchą i mierzy 73 cm. Jak to określiła pani doktor taka „kropeczka”. Ja dodałam tylko, że wiercąca i głośna ta kropeczka:)

aktualnie zdrowa,  z numerem buta 19 (za duży), odkrywa co kryje się za szafkami. W jednej znalazła zestaw porcelany i już miała w swoich łapkach filiżankę. Sprawdzała czy się tym dobrze wali o szafkę. Garnki, patelnie są na porządku dziennym. Dużo radości daje też pudło (jest jako  domek) po nowym foteliku samochodowym dla Mileny. A całkiem super jest komputer. Po wielokrotnym włączeniu i wyłączeniu musimy wyłączać go z prądu. Telefon jak się czasem dostanie w łapki to też można ponaciskać sobie. Wszystko jest dobre co z podłogi – to taki mały odkurzacz ekologiczny.

Ale drugie oblicze Jagody też sie ukazuje – trzęsie się wtedy cała i krzyczy. A krzyk oj ma donośny!!

7 maja

dziś Jagoda już na stałe i na serio puściła się ściany i zaczęła wędrować!!!!!

jeszcze chwiejnie, na małe dystanse, ale już przynosi radość kiedy pokona się parę kroków

 

 

 

ostatni dzień majówki

spędziliśmy mega aktywnie. Pobudka rano przez Jagodę. Pyszna jajecznica zrobiona oczywiście przez Marcina. Potem basen rodzinnie. Jagoda pierwszy raz była na basenie i od samego początku nie była zadowolona. Płakała ciągle i Marcin musiał wyjść z wody i nosić małą w ręczniku na rękach. Milena za to bawiła się przednio. Najpierw miała pływaczki i koło ratunkowe potem stopniowo pozbywała się dodatków. Zaraz po powrocie wybraliśmy się na obiad i nie tylko do pobliskiej promenady. Milena zadziwiła mnie zjadając surówek cały talerz. Chciałabym zrobić takie pyszne surówki z czerwonej kapusty czy białej, które by tak smakowały, że aż palce lizać. Wieczorkiem wpadliśmy do moich rodziców rozmawiać o zamianie mieszkań. My mamy w miarę nowym budownictwie 46m a moi rodzice w starym budownictwie, wielkiej płycie 60m. Różnica nie jest tak wielka w cenie ok 15 tyś tak na pierwszy rzut oka a tym sposobem mielibyśmy z głowy problem większego mieszkania i kredyt by odszedł..same plusy. Zamianę szykujemy tak na za rok albo najdalej za dwa. Najpierw jednak trzeba zrobić remont kuchni i pozbyć się ściany, przedpokoju. Dziewczyny mamy plan umieścić w salonie z dużym balkonem:( a my sami w pokoju obok.

 

długi weekend

U nas długi weekend w Warszawie. Marcin po tacierzyńskim prawie każdego dnia był w pracy łącznie z 1 maja i sobotą. Postanowiliśmy wykorzystać ten czas na działkach i świeżym powietrzu. Byliśmy w Milanówku, Podbieli i na spacerach koło domu. Dwie psycholożki zwróciły uwagę by więcej czasu poświęcać Milenie a nawet byśmy we dwoje znaleźli czas dla niej. Ciężko jest to wykonać, pojedynczo łatwiej. I tak dziś np Milena jest na basenie razem z Marcinem a ja siedzę w domu z Jagódką. Jagódka jest mocno zaoferowana nowym otoczeniem piaskiem, ziemią, kwiatkami, trawą – je wszystko i sprawdza buzią. Zaczyna się chyba etap nie spania w ciągu dnia. Coraz trudniej jest ją uśpić. Godzina 14, 15 a ona nic.  Za to w nocy budzi nas tylko 1-2 razy. Milena rozleniwiła się bo ostatnio w domu jesteśmy. Tylko my z Marcinem jakoś padamy jak kłody i wyspać się nie możemy. Wiosna, więcej czasu na dworze i przystosować się nie możemy.

1 i 2. Jagoda wpatrzona w Milenę. Robi wszystko co starsza siostra
3. kasownik
4. sprawdzamy trawę
5. zachód słońca
6. ekologiczny makijaż

Ostatnio mam ciągle sny o górach. Mam wrażenie, że jak nie pojadę choćby na 3 dni to zwariuję. Jeszcze nigdy takiej wielkiej potrzeby, tak długo odciąganej w czasie nie miałam.

1 urodziny Jagody

Dziś od samego rana jakoś wspominam tamten dzień rok temu, kiedy Jagódka się urodziła. Jaka była pogoda, ile stresów i nerwów przeżywałam. Jak ten dzień wyglądał. Ile przegadałam z jedną dziewczyną na sali, jak Jagódka płakała na sali a ja nie mogłam jej przytulić. A dziś Jagoda kiedy się złości to cała chodzi i trzęsie się, kiedy śmieje się to pełną gębą. Jest głośna i trochę się śmieję, ze jak ratlerek – mała i krzykliwa. Przemieszcza się na nogach przytrzymując ścian, używa krzeseł jako chodzików ale wciąż wybiera czworaki. Nosi rozmiar ciuchów 74 i jest drobniutka jak na swój wiek. Ma 4 zęby i nadal miksujemy jej jedzenie. Jest bardzo ciekawskim dzieckiem otwiera wszystkie szafki i ogląda zawartości (ostatnio nawet mydło chciała jeść),uwielbia grać na garnkach, lubi się bawić na naszym łóżku i chodzić bez pieluchy a jeszcze lepiej na golasa. Ostatnio zaczęła lepiej spać, zauważyłam, że uspokaja ją mój głos i śpiewanie a najlepiej jak śpiewam maaaaaaaaaaaaa. Wchodzi w jakiś trans i zasypia. Jagódka jest tak ruchliwa, że dużo ma dużo siniaków. Przy tym jest uparta i nieustępliwa.

A jak wyglądały dzisiaj urodziny. O 16 spotkali się dziadkowie i zjedliśmy bananowy tort (to już tradycja). Milena pomogła Jagodzie zdmuchnąć świeczkę i można było zacząć jeść słodkości. Dziadek Mirek przyniósł drugi tort czekoladowy i ten nas tak zasłodził, że nie daliśmy rady go zjeść. Milena na tą uroczystość ubrała się w piękną sukienkę, korale, buty, spinki i torebkę. Wyglądała jak prawdziwa dama. Jagoda w bordowej sukience wyglądała też dostojnie. Z uwagi na upał wieczorkiem wyszliśmy na spacer.
a oto dzisiejsza jubilatka eksploratorka:)

Podbiel czwartkowo

z racji tego, że Marcin wykorzystuje urlop tacierzyński to w czwartek byliśmy w Podbieli. Marcin miał w planie zagruntowanie ścian, ja posianie warzyw. Z dziećmi jednak to jest wielka sztuka wykonać plan w 100%. Najpierw ledwo przyjechaliśmy już jedliśmy, potem Jagódka wpadła jadła trawę, kamienie, ziemię, Raczkowała po trawie i wszędzie musiałam za nią chodzić. Nauczyła się wchodzić po schodach i z nich schodzić. Zafascynowana była kotem. Przychodzi jedne taki kot i jak go zobaczyła Jagódka to ilekroć gdzieś się pokazał to ona za nim. Nieważne, że kot uciekał i chodził własnymi ścieżkami, że chodził po podmokłym terenie. Jagoda była w niego wpatrzona. Cały dzień na świeżym powietrzu dał o sobie znać wieczorem jak wracaliśmy. Milena poszła spać w samochodzie a o 21 już spała. Jagoda spała dwa razy (co jej się nie zdarza) a noc praktycznie z jedną pobudką. Marcin został zaproszony na pępkowego kolegi, któremu się syn urodził, i mimo, że wrócił o 24 to jakiś taki nie dospany ciągle. Ja podobnie jak Marcin nie mogę się dospać. Ciągle mega zmęczona jestem. Zmiana pogody jest dla mnie za gwałtowna.

jakoś leci

tamten weekend byliśmy w Podbieli a Jagódka pierwszy raz testowała trawę, jadła ziemię. Milena chodziła po drzewach, karmiła Rudego. Rudy pies Niny chyba cały czas wyczekuje Niny bo smutny jakiś, nie dojada i wącha cały czas wącha czy gdzieś jest ona. To Nina go przygarnęła i wykarmiła. Teraz my kontynuujemy ale jakoś marnie nam idzie. Od poniedziałku Marcin ma tacierzyński a to lekarz (załatwiamy dokumenty do sanatorium), a to w Podbieli porządki robi i ciągle go nie ma. Dzisiaj w ramach tradycji Jagódka dostała kataru i boje się już bo ilekroć jest katar to jest i zapalenie oskrzeli:(. Ja przez ten tydzień upiekłam przepyszny chleb, dzisiaj mufinki jabłkowo- cynamonowe, murzynka wegańskiego. W planie mam na jutro pizzę, kopytka też czekają na swoją kolej i pastę do chleba z brokuła, fasoli i ziemniaków.

Dzisiaj w nocy miałam kolejny raz sen, który w wielu różnych konfiguracjach śnił mi się latami. Ostatnio zauważyłam, że jakoś się skończyły ale dziś znowu powrócił. To są zawsze sny wojenne. Ktoś mnie goni, gdzieś w lasach, już prawie prawie mnie ma a ja uciekam cudem…
Tym razem sen był w mojej dzielnicy. Przychodzę czy to ja czy ktoś z dzieckiem i jakaś kobieta szyje ubranie dla tego dziecka. Jest też inne dziecko, które cały czas wymawia imię tego dziecka. Boje się o dziecko, że Niemcy je znajdą a przecież za kurtyną siedzą oni i czekają na występ. Potem okazuje się, że oprócz szycia ubrań ta kobieta robi teatr dla Niemców i tak jakimś cudem znajduję się w teatrze. Nie wiem co się dzieje z dzieckiem ale ktoś je ukrył – je i ubranie dla niego. To bluzka i spodnie proste biało niebieskie, przypominało mi morze. Po skończonym spektaklu Niemcy każą nam wyjść z teatru i na rogu ulic każą Niemcom nas wystrzelać. Jest ich jakoś mało i ludzie się rzucają na nich i jakoś udaje się ludziom uciec. Ja cały czas kombinuję gdzie tutaj by się schować. Idę do bloku i tam wchodzę do piwnicy. Wszędzie strach.

Po przebudzeniu miałam dużo myśli jak sobie kobiety dawały radę jak miały dzieci a trzeba było uciekać, jeść albo i nie jeść…ciągle w drodze, bez domu przeraziło mnie to.
Dużo ostatnio zastanawiałam się też nad moim dziadkiem który wiele razy przeżył swoją śmierć, uciekał przed Niemcami i łącze je jakoś z moimi snami.

same

Od środy do dzisiaj byłam sama z dziewczynami. Marcin w delegacji. Każdy dzień to było wyzwanie dla mnie. Milena, która ciągle krzyczy i wrzeszczy. Jagódka, z jej wieczornymi serenadami a dodatkowo takie kwiatki jak wkładanie Jagódki głowy pod wodę czy walenie jej o ścianę. Nazywanie mnie dupą, głupią, czy że ciebie nienawidzę to standard. Nie wytrzymuję tego. Jestem tak wkurzona, że mam ochotę jedną zdzielić, drugiej dać coś na uspokojenie. Przerasta mnie to chyba. Nie pozwalam na takie zachowania i dzień w dzień są wojny od rana do wieczora. Nie radzę sobie z tym. Każdego wieczoru zastanawiam się ile jeszcze wytrzymam i czy to już jest koniec?
Następnego dnia jest od początku… Od samego rana właściwie Milena jest zła..bo trzeba wstać, bo ubrać, bo coś…i bunt.
Dzisiaj byliśmy u dentystki i Milena ma dodatkowo kolejne dziury. Razem 8- każdą czwórkę i piątkę do leczenia. Z uwagi na jej ciężkie zęby – dużo głębokich bruzd ciężkich do wyczyszczenia dziś Milena dostała znieczulenie. Niestety ze znieczuleniem czy bez tak samo płakała, szarpała się i wyjmowała wiertło z z rąk dentystki…
Proszę o cierpliwość..czy ktoś ma na zbyciu?chętnie przyjmę

Dzisiaj Jagódka zrobiła sama dwa kroczki od krzesła do stołu. Powoli już coraz więcej takich samodzielnych prób.

środa

We wtorek byliśmy na sprawdzeniu masażów, które robiliśmy Milenie co 2h, czy jest jakaś poprawa? Pani powiedziała, ze jest poprawa, ja sama widzę, że mniej już np gryzie mnie Mil. Zaleciła trening oczu no i upewniała się,ze trening słuchu będzie konieczny. Do Milki nie docierającą komunikaty:(Zagłusza je i trzeba mówić do niej patrząc na oczy.

…to jakiś zwariowany dzień. Dzięki temu, że tato był byłam w poradni cytologicznej (mam jaką chorobę, której nie mogłam rozszyfrować:P i gupe II/III), potem pędem do pracy. Tam tony zaległości a wracając wpadłam na chwilę po Jagódkę do moich rodziców, zjadłam w locie rosół.Jeszcze pędem co sił w nogach do przedszkola, by zdążyć opłacić je. Chwilę pobyłam w domu i na sesję. W domu byłam o 19. Obrobić dwie dziewczyny w tym obowiązkowy koncert Jagody. Nastawiłam pranie, które skończyło się o 22, po którym padłam na łóżko. Nie lubię takich dni, kiedy nie ma Marcina a ja lecę z jednego miejsca w drugie:(

po świętach

spędziliśmy je na spokojnie. Ja mało co przygotowywałam się kulinarnie do świąt gdyż byliśmy u moich rodziców a w lany poniedziałek byliśmy u teścia. W piątek zaczęliśmy malować jajka a to w łupinach cebuli, a to w buraczkach…udały się muszę powiedzieć takie naturalne farbowanie:) W sobotę ja z mamą i Mileną poświeciłyśmy jedzonko razem z czekoladową kurą i rysunkami Mil (tak chciała). W niedzielę na śniadaniu zaczęliśmy od barszczu białego:) Coraz bardziej doceniam bycie i spotkania rodzinne. Po tym jak powiedziałam moim rodzicom, że są dla mnie ważni i nie chcę by mówić im to nad grobem poprzestawiało mi się w głowie. Prababcia opowiadała historie rodzinne i jakoś dotarło do mnie jak ciężko było czy to mojemu dziadkowi, który wiele razy uciekał od swojej śmierci. Do tej pory był w naszej rodzinie (może tylko przeze mnie) uważany za wariata i szalonego dziadka. Było sporo łez przy tych wspomnieniach. Dawno tak nie spędziłam Świąt.
W poniedziałek byliśmy na wspaniałym obiedzie u teścia. Sałatka z sałaty, suszonych pomidorów, troszkę świeżych, wędzone tofu i sos z sosem balsamicznym. Zakochałam się w tej sałatce. Na razie przypatrujemy się temu ale teściu po raz kolejny zaprosił znajomą.A poza tym byłam na wspaniałym spacerze w lesie. Śnił mi się sen odnośnie nowego miejsca naszego mieszkania i mojej pracy.
Zaczyna się kiedy jestem w miejscu pełnym zieleni, jakieś małe jeziorko gdzieś obok domki ale otoczenie nie jest przytłaczające. Spotykam starszą kobietę i pytam się jak się jej tu mieszka bo ja nie wiem czy kupować tutaj mieszkanie. Ono mi odpowiada, że przyjeżdża tutaj by się odstresować i lubi to miejsce. Ja mówię, że to daleko od centrum, dojazdy do pracy itp. „Bedzie tu pani szczęśliwa, zobaczy pani” i tak się sen kończy.

←Starsze